Świadectwo z leczenia w Klinice Macierzyństwo i Życie w Lublinie

Mam 38 lat. Od 7 lat staraliśmy się z mężem o dziecko. Jednak bezskutecznie.

Leczyłam się u kilku lekarzy, jednak żaden z nich nie potrafił określić, co jest przyczyną niepłodności. Miałam kilka inseminacji. Potem okazało się, że mam endometriozę, której efektem były torbiele na jajniku. Przeszłam 2 laparoskopie.

Powoli nadzieja na dziecko coraz bardziej słabła. Lekarze coraz częściej proponowali mi in vitro. W ostatnich dwóch latach udało mi się naturalnie dwa razy zajść w ciąże, jednak poroniłam w 5 i 6 tygodniu ciąży. Aż wreszcie natknęłam się w internecie na artykuły o naprotechnologii.

Zdecydowaliśmy z mężem, że jeżeli tego nie spróbujemy, to będziemy żałować do końca życia. Wybraliśmy Klinikę Macierzyństwo i Życie w Lublinie oddalonej o 170 km od naszego miejsca zamieszkania. Najbliższego instruktora mieliśmy w odległości ok. 80 km. Pierwszą wizytę u dr Barczentewicza miałam w grudniu 2011r. Doktor dawał nam 50% szans. Polecił uzbroić się w cierpliwość. Zalecił m.in. dietę z uwagi na nietolerancję pokarmową. Rozpoczęłam dietę i obserwacje. Po trzech cyklach miałam kolejną wizytę u lekarza (w międzyczasie spotykaliśmy się również z instruktorem). Ustaliliśmy leczenie na kolejne cykle. Jednak niebawem (w marcu 2012r.) okazało się, że jestem w ciąży. Miałam jeszcze jedną wizytę w Klinice, lekarz zalecił badanie progesteronu co dwa tygodnie. Następnie dalszą ciążę prowadził lekarz z mojego miasta.

W listopadzie 2012r. szczęśliwie urodziła się nasza córeczka cała i zdrowa. Do tej pory nie mogę jeszcze uwierzyć w nasze szczęście. Mam nadzieję, że moje świadectwo będzie nadzieją i dużym wsparciem dla osób, które pragną mieć dzieciątko i trudno im się zdecydować na leczenie przez naprotechnologię. Dzięki Bogu, ale również dzięki naprotechnologii zostaliśmy szczęśliwymi rodzicami.

Szczęśliwa mama z Podkarpackiego